Waplewo 09.2007
Waplewo 09.2007. wspomnienie

To mój kolejny już obóz dla zaawansowanych w Waplewie, a każdy jest nieco inny. Albo mocno inny. Ten był, na przykład, wyjątkowo pracowity. Może przez pogodę. Wiało i było zimno większość czasu. Trochę padało. Akurat dobra pogoda, żeby skupić się na sobie, co też czyniłem ambitnie. Może wpływ miało też to, że sporo co aktywniejszych koleżanek i kolegów zapragnęło "podstawić się" pod leczniczy wpływ wyjątkowego gościa z Chin w Dźwirzynie. Zaczął się też już rok szkolny. Grupa była więc stonowana i wyciszona, co sprzyjało skupieniu i ćwiczeniom. Przez parę już lat polubiłem to miejsce; jest malownicze - zalesiony stok nad wodą, cóż można chcieć więcej. Podejrzewam też, że udało mi się zrobić tu pewien postęp zarówno w rejonie kręgosłupa (niegdyś bliskiego ruiny), ale i nie tylko. Są to jednak delikatne sprawy i "trwają". Nie za wiele też o nich myślę pod uważnym i życzliwym okiem Mistrza Liu.

Mieszkaliśmy tym razem w domkach, co lubię, bo czuję się bliżej natury (ławeczka, leżak). Jedzenie, mimo uwag niektórych kolegów, uważam, że było doskonałe. Ostatniego dnia poszedłem specjalnie podziękować szefowi kuchni za wyjątkowy, moim zdaniem, wysiłek i talent w tym zakresie. Wyraziłem też uznanie i podziw szybkiej i sprawnej obsłudze. Mam nadzieję, że nie tylko w swoim imieniu. Z aury cieszyli się tym razem grzybiarze, znajdując bogate plony niemal pod domkami. Pewną, pozorną oczywiście, monotonię pobytu przerwało tradycyjne ognisko, tym razem mające nas integrować z przypadkową grupą "rozwoju duchowego". Gościliśmy tych miłych ludzi także na kilku ćwiczeniach.

Jednak "hitem sezonu" okazał się ślub Magdy i Jarka. Oboje od lat ćwiczą i oboje też znam od dawna. Poznali się też na jednym z naszych obozów i na tyle zbliżyli, że... Miła impreza wyszła z mocno, wydawało się, improwizowanych pomysłów. Skupiliśmy się też, żeby dać młodym trochę "pozytywnej energii" na starcie. Pojechaliśmy więc hurmem do Urzędu Stanu Cywilnego (w Olsztynku) i życzenia składaliśmy pod lwem na skwerze przed. Akurat wyszło słońce i wyszło fajnie. Zrobiłem wiele zdjęć, które już też, "za pamięci", wysłałem "młodym". Jak często, wyjechałem ostatni (może prawie?). Mam trudności z pożegnaniami. Macham różnym samochodom, potem żegnam się z wodą, z lasem... W końcu jednak ja też wyruszam, by od razu zacząć czekać na kolejne spotkanie. Zabieram ze sobą lepszy stan swojego ciała i swojego ducha, ślad kilku ważnych rozmów i pamięć twarzy, których nie chciałbym zapomnieć...........



Jacek Albrecht 2007-09-25